
Dziś chciałam nawiązać do sytuacji, która właśnie dzieje się na naszych oczach.
Takiej, która niby dotyczy jednego aktora, ale tak naprawdę mówi dużo więcej o tym, jak działa nasz umysł i dlaczego potrafimy zgubić się w emocjach szybciej, niż zdążymy odstawić popcorn.
Bo zanim przejdę do samego hejtu, chcę wrócić do czegoś, co mnie od dawna fascynuje — do tego, jak bardzo nasz własny umysł potrafi zrobić nas w konia.
To niesamowite, że możemy płakać na filmie, bać się na horrorze, czuć złość na bohatera, choć przecież doskonale wiemy, że to tylko ekran, światła, kamera i ktoś, kto ma makijaż krwi z tubki za 19.99.
A jednak — reagujemy.
Ciałem, emocjami, całym środkiem.
Bo umysł nie odróżnia iluzji od rzeczywistości.
On nie analizuje, on czuje.
To samo dzieje się w życiu.
I żeby było jasne — ja nie mówię, żeby nie czuć.
Emocje są normalne, ludzkie, potrzebne.
Każdy z nas może płakać na filmie, wkurzać się na bohatera, czuć strach czy wzruszenie.
To nie jest słabość, tylko wrażliwość.
Chodzi mi tylko o to, żebyśmy nie mylili emocji z prawdą
i nie robili z filmowej fikcji portretów ludzi w realnym życiu.
Bo można być empatycznym… i jednocześnie nie dać się nabrać ego, które zawsze reaguje pierwsze, a myśli dopiero potem.
Jeśli długo powtarzasz sobie, że „nie dasz rady”, „coś z tobą nie tak”, „nikt cię nie potrzebuje” — to umysł przyjmie to, jak absolutną prawdę.
Zrobi z tego fundament, na którym później budujesz decyzje, wybory, reakcje.
Nie dlatego, że to realne.
Dlatego, że tak zostało zapisane.
I wtedy na scenę wchodzi ego.
Och, ego to jest dopiero sprytny zawodnik.
Nie słucha, nie pyta, nie analizuje.
Ego reaguje. Impulsem. Piorunem.
Najpierw odpala emocję, dopiero później — jeśli w ogóle — włączy myślenie.
I dlatego mamy teraz taką sytuację.
Do kin wszedł film „Dom Dobry”.
Ciężki. Mocny. Taki, że ludzie wchodzili z popcornem, a wychodzili w ciszy, trzymając go jak zbędny rekwizyt po nieudanym pomyśle.
Ale nie o film tu chodzi.
Chodzi o aktora, który zagrał oprawcę.
Zagrał.
Podkreślam: zagrał.
A część ludzi zaczęła go traktować tak, jakby kamera nagrywała dokument.
Jakby naprawdę był tym potworem, którego zobaczyli na ekranie.
Jakby fikcja była rzeczywistością.
I to jest właśnie efekt działania nie serca, tylko ego.
Emocja = interpretacja = wyrok = komentarz.
Zanim człowiek pomyśli: „Hej, przecież to aktor”,
jego własne ego już zdążyło napisać trzy zdania i jedno przekleństwo.
Tylko że my tak właśnie żyjemy — w ciągłej reakcji.
Bez zatrzymania.
Bez sprawdzenia, czy to, co czujemy, naprawdę jest nasze, czy tylko odbite po kimś.
Bo intuicja jest cicha.
A ego drze się jak na stadionie.
Żeby usłyszeć intuicję, trzeba zwolnić.
A kto ma na to czas?
Rano wstajesz, zanim w ogóle dojdziesz do kuchni — telefon, wiadomości, dziecko, obowiązki.
Na refleksję zostaje ci czas mniej więcej wtedy, kiedy czajnik dochodzi do wrzenia.
Dlatego ja zaczęłam praktykować coś naprawdę prostego.
Budzik 10 minut wcześniej.
Zero wyskakiwania z łóżka jak sprężyna.
Leżę. Oddycham.
Zanim świat zdąży do mnie zapukać, ja pukam do siebie.
Nie planuję.
Nie odpisuję.
Nie robię listy zakupów w głowie.
I wtedy przychodzą te pierwsze, delikatne, prawdziwe myśli.
Te, które normalnie giną w hałasie dnia:
„Zrób to wolniej.”
„Zadzwoń do niej.”
„Dziś uważaj na energię ludzi.”
To nie są żadne wizje z nieba.
To jest po prostu moje wnętrze, które w końcu ma chwilę, żeby powiedzieć:
„Hej, jestem tu.”
I dopiero z takiego miejsca można zobaczyć jedną ważną rzecz:
jak bardzo niektórzy ludzie są pogubieni.
Bo wracając do tego aktora…
to, co się teraz dzieje, jest przerażające.
Jedna rola i nagle ktoś dostaje łatkę potwora.
Jedno ujęcie i internet robi egzekucję.
Hejt sam w sobie jest ciężki.
Ale pamiętaj — hejter to tchórz.
Odwaga kończy mu się dokładnie tam, gdzie zaczyna się realny dialog.
W komentarzu — wojownik.
W życiu — cisza.
Nijakość.
Brak wizji.
Brak ruchu od lat.
I dlatego nie warto dawać temu swojej energii.
Nie warto reagować.
Nie warto się brudzić w błocie, do którego ktoś chce cię wciągnąć.
Bo kiedy ty nie reagujesz —
przeciwnik traci broń.
A twoja energia zostaje tam, gdzie powinna.
Przy tobie.
W twojej przestrzeni.
Bezpieczna.
I to jest jedyna sprawiedliwość, którą naprawdę możemy egzekwować.
Sprawiedliwość, która działa po cichu.
Bez syren.
Bez policji.
Bez zemsty.
Po prostu:
tam, gdzie jest serce — tam jest prawda.
A tam, gdzie jest ego — tam są krzyki.
I wiesz… ja naprawdę wierzę, że Wszechświat działa po swojemu.
Po cichu. Bez hałasu. Bez dyskusji.
To nie jest jakaś wielka “karma z chmur”.
To jest zwykłe życie, które w pewnym momencie oddaje ludziom to, co sami wysyłają.
Hejtujesz innych?
Prędzej czy później trafisz na kogoś, kto ci odpowie dwa razy mocniej.
Oczerniasz ludzi?
Za jakiś czas prawda wychodzi na jaw tak, że głowa boli.
Robisz komuś świństwo?
Świat ci to przypomni, kiedy najmniej się tego spodziewasz.
Czasem przez sytuację, czasem przez inną osobę, a czasem przez zwykły przypadek, który wygląda jak “niewinna ironia losu”.
I to jest właśnie mój cały sekret „sprawiedliwości po cichu”.
Nie musimy się szarpać.
Nie musimy nikomu udowadniać swojej racji.
Nie musimy reagować na hejty, zaczepki, prowokacje.
Bo życie — naprawdę — robi to za nas.
Tylko trzeba mu dać czas.
A gdy już zrobi swoje…
to człowiek patrzy i myśli:
„No i proszę. Nie musiałam nic. Wszechświat odwalił robotę za mnie.”
Odkryj więcej z Matka, Tarot i Wszechświat
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
„Po prostu:
tam, gdzie jest serce — tam jest prawda.
A tam, gdzie jest ego — tam są krzyki.” Dokładnie tak. Nic dodać nic ująć 💜💙🧡🩵💚❤️
PolubieniePolubienie
Pięknie to ujęłaś.
Serce nigdy nie musi krzyczeć, żeby było słyszane – to ego robi hałas.
Dziękuję, że to poczułaś ❤️
PolubieniePolubione przez 1 osoba