„Dom bez niego – czyli pierwsze dni wolności z domieszką strachu”


Trochę było o wakacjach, trochę o duchowych spostrzeżeniach i przebudzeniu,
ale czas wrócić do tego, od czego wszystko się zaczęło – do mojej historii.
Do tej prawdziwej, nieupiększonej, w której czasem zamiast światła była tylko ciemność.

Kiedy policja zabrała go tamtej nocy, czułam ulgę… ale też strach.
Nie wiedziałam, co będzie dalej, jak się pozbieram i czy naprawdę potrafię żyć bez tego, co – choć niszczyło – było moją codziennością.

Rano, po może dwóch godzinach snu, czekało mnie ponowne składanie zeznań – tym razem w obecności tłumacza przysięgłego.
Mój angielski nie był aż tak perfekcyjny, bym mogła zrezygnować z jego pomocy.
A to była zbyt poważna sprawa, by ryzykować jakiekolwiek nieporozumienie.

Przyjechali do domu mojej siostry.
Musiałam jeszcze raz przeżyć to wszystko od początku – opowiedzieć, jak było, co się działo, co czułam.
I choć wspomnienie tamtej nocy bolało, wiedziałam, że muszę to zrobić.
Bo inaczej on nigdy nie poniesie konsekwencji za to, co zrobił.

Tym razem mówiłam już inaczej – spokojniej, bardziej świadomie.
Bez łez, bez drżenia w głosie.
Streszczałam nie tylko tamtą noc, ale też wszystkie miesiące, w których byłam traktowana nie jak kobieta,
ale jak ktoś, kogo można złamać, zniszczyć, zdeptać – i wmawiać mu, że na to zasłużył.

Dowiedziałam się wtedy, że został zatrzymany i do czasu rozprawy na pewno nie wyjdzie.
Trochę mnie to uspokoiło… ale jednocześnie uświadomiło, że zostałam bez środków do życia.
Nie miałam pracy, nie miałam benefitów ani żadnych oszczędności.
Byłam po ludzku przerażona.

Na szczęście nie zostawili mnie samej z tym wszystkim.
Poinstruowali mnie, gdzie mogę się zgłosić, gdzie uzyskam pomoc i jakie kroki powinnam podjąć.

Dało mi to trochę nadziei, ale w głowie zapaliła się też inna lampka – że są jeszcze kroki, które powinnam podjąć.
Jednym z nich było pójść i podziękować sąsiadce.

Kolejne kilka dni spędziłam w domu kuzynki.
Nie chciałam jeszcze być sama – potrzebowałam obecności kogoś bliskiego, choćby w milczeniu.
Ale tuż przed samą nocą sylwestrową wróciłam do siebie.

Namawiali mnie, żebym została, żebym poszła na imprezę, żebym „rozproszyła myśli”.
Nie chciałam. Nie byłam w nastroju do świętowania.
Choć prawdę mówiąc, miałam co świętować – swoją wolność.

Patrząc w lustro, pomyślałam, że właściwie nie muszę się już malować.
Makijaż miałam gotowy – w odcieniach przemocy.
Oczka podkreślone idealnie… niestety nie kredką, tylko doświadczeniem.
Nie było więc sensu dokładać brokatu do tej „stylizacji” – i tak błyszczałam, tylko w zupełnie innym sensie.

Jednak nie chciałam psuć nikomu zabawy swoim nastrojem, więc zostałam w domu.
Sama – ale po raz pierwszy naprawdę wolna.
I choć cisza w mieszkaniu brzmiała dziwnie, to był to najpiękniejszy dźwięk, jaki mogłam wtedy usłyszeć.

Choć napawałam się tą ciszą, wciąż reagowałam na każdy hałas.
Wystarczyło, że mój syn upuścił zabawkę, a ja już wzdrygałam się jakbym oczekiwała, że zaraz znowu wbiegnie do pokoju.
Z pretensją. Z wymyślonym problemem.
Jakby wciąż czaił się gdzieś za rogiem, gotów znów zrobić awanturę o coś, co nie miało znaczenia.

Mój umysł nie nadążał za rzeczywistością.
Ciało było wolne, ale głowa jeszcze nie potrafiła w to uwierzyć.
To było tak, jakbym żyła w dwóch światach – w jednym już bez niego, a w drugim nadal z jego cieniem.
Powtarzałam sobie: „to naprawdę koniec, on już nie wróci”, ale gdzieś głęboko nie dowierzałam.
Jakby ta wolność była zbyt nierealna, by mogła się wydarzyć naprawdę.

Wtedy powiedziałam do siebie:
„Uwierz w to. Już nie musisz być hotelarzem dla dram i pasożytów.”
Uśmiechnij się, dziewczyno — bo nikt już nie będzie siedział Ci na plecach, szeptał do ucha, że jesteś winna, niedoskonała, że znowu coś powinnaś.

To nie był dobry człowiek.
To był pasażer na gapę — bez biletu, bez szacunku, za to z torbami pełnymi nienawiści.
I przez jakiś czas naprawdę wierzyłam, że muszę go nieść.
A dziś wiem, że wystarczyło otworzyć drzwi i pozwolić mu wysiąść.


Odkryj więcej z Matka, Tarot i Wszechświat

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

2 myśli w temacie “„Dom bez niego – czyli pierwsze dni wolności z domieszką strachu””

Odpowiedz na Katarzyna Kacprzak Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *