„Zapłaciłam za przebudzenie – czyli o tym, co znaczy postawić granicę”


Pamiętam ten moment, jakby to było wczoraj.
Siedziałam na ławce w ogrodzie naszego domu.
Syn bawił się na kocu, „on” był w pracy.

I nagle w mojej głowie pojawiła się myśl:
Kurde, serio? Tak ma wyglądać całe moje życie?
Czy tego chcę dla siebie i swojego dziecka?

Dziewczyno, może czas się przebudzić?
Może czas wziąć w ręce to marne życie i je przewartościować?
Może czas coś zmienić – i przestać patrzeć na konsekwencje?

Przecież kiedyś byłaś silna.
Przebojowa.
Szłaś przez życie jak burza.
Co się z tobą stało?

Nie jestem tu po to, żeby odhaczać kolejne takie same dni.
Jestem tu po to, by żyć.

Od tamtego dnia powiedziałam sobie: pieprzyć to.
Nie pozwolę się tak traktować.
Nie pozwolę, by moje życie było tylko następną kartką w kalendarzu.
Czas się postawić.
Czas zacząć żyć tak, by nie żałować ani jednej sekundy.
By na starość mieć co opowiadać, a nie pytać nikogo o pozwolenie, jak mam żyć.

Zrozumiałam jedno:
jeśli nie złapię odpowiedniego kierunku,
będę stała w miejscu.

Tylko łatwiej to wszystko było powiedzieć, niż zrobić.
Ale sam fakt, że pojawił się we mnie taki plan,
dodał mi pewności siebie.

Po raz pierwszy od dawna poczułam, że mogę mieć wpływ na swoje życie.
Że nie muszę być już tylko bierną obserwatorką tego, co się dzieje wokół.
Że jeśli odważę się zrobić pierwszy krok – świat wcale się nie zawali.

Przypomniałam sobie wtedy słowa Grażynki, która przecież mówiła:
„Będzie bolało. Ale kiedy przejdziesz przez ból, zobaczysz, że to nie koniec świata. To początek nowej wersji ciebie. I ona… ci się spodoba.”

Te słowa brzmiały w mojej głowie jak echo.
I choć serce wciąż bało się tego bólu, w duszy pojawił się mały promyk nadziei, że może naprawdę wszystko się ułoży.

Złapałam za telefon i zadzwoniłam do niej.
Chciałam wiedzieć, co teraz widzi dla mnie Wszechświat.
Co w tej chwili ma mi do przekazania.

Ale numer był już nieaktywny.

Jednak to mnie nie zniechęciło.
Pomyślałam: z Grażynką czy bez – dam sobie radę.

Postanowiłam wreszcie zamienić moje myśli w czyny.
Nie wiedziałam tylko jednego – że mój przeciwnik okaże się tak ciężkiego kalibru.
I że ta walka będzie kosztować mnie więcej, niż mogłam przypuszczać.

Od tamtego dnia zaczęłam stawiać granice.
Pokazywać, że pewne jego zachowania są nieakceptowalne.

Wiedziałam, że muszę zacząć od komunikacji.
Nie mogłam już na wszystko przytakiwać, na wszystko się zgadzać.
Nie mogłam pozwalać, by to on organizował mi czas, decydował, kiedy i gdzie mogę pójść, o której wrócić, co kupić i co jeść.

Zaczęłam mówić otwarcie i bezpośrednio: co czuję, co mi się nie podoba, co mnie rani.

Na początku moje zachowanie go zaskoczyło.
Chyba nawet mu się spodobało.
Na chwilę zamienił się ze mną rolami i zgadzał się prawie na wszystko.

Wyglądało to tak, jakby traktował to jak grę.
Jakby bawiło go, że nagle potrafię być stanowcza.
Żartował, że nie wiedział, iż potrafię się postawić, i że ta moja nowa wersja nawet go kręci.

Udawał potulnego partnera.
Powtarzał: „Masz rację, kochanie, zrobimy, jak ty chcesz.”

Ale ta maskarada nie trwała długo.
Zaczął coraz częściej przebąkiwać:
„No już skończ tę farsę. Ile jeszcze będziesz udawać kogoś, kim nie jesteś? Mnie to już nie bawi.”

Tylko że ja nie zamierzałam przestać.
W stawianiu granic najważniejsza jest konsekwencja.
A ja nie miałam zamiaru wracać do punktu wyjścia.

I wtedy się zaczęło.
Awantura za awanturą.
Krzyki, groźby, nieustanna potrzeba udowodnienia mi, że jestem nikim.

Padały słowa, które rozrywały mi serce.
Strach stał się moją codziennością.

Potrafił nagle podbiec do mnie z ręką zaciśniętą w pięść i zatrzymać ją tuż przed moją twarzą.
W takich chwilach nogi miałam jak z waty.
Całe ciało czekało na cios.

Ale nie pozwalałam, by zobaczył mój strach.
Choć serce waliło mi tak, że aż zatykało gardło, unosiłam głowę wysoko.
Patrzyłam mu prosto w oczy, starając się przekazać wzrokiem jedno: nie złamiesz mnie.

Płakałam później, w ukryciu.
Nigdy przy nim.
Przy nim zawsze miałam wysoko podniesioną głowę — choć w środku rozsypywałam się na kawałki.

Nie było już odwrotu.
Czułam, że jeśli teraz się poddam, to przepadnę.
Za dużo wycierpiałam, żeby znowu pozwolić mu mieć nade mną władzę.

W głowie zaczęłam układać plan.
Nie plan przetrwania – ale odcięcia od niego.
Nie chodziło o to, by przeczekać kolejną burzę.
Chciałam go z mojego życia wyrwać jak chwast. Raz na zawsze.

Telefon na policję? Mogłam zadzwonić.
Ale co by mi to dało?
Kilka godzin spokoju?
Zakaz zbliżania się, który i tak złamałby przy pierwszej okazji?

Ja pragnęłam czegoś innego.
Nie chciałam go już spotykać na ulicy.
Nie chciałam żyć z myślą, że może czai się za rogiem.
Nie chciałam oddychać tym samym powietrzem.

Chciałam zniknięcia.
Jego całkowitego wymazania z mojego świata.

Problem w tym, że jeszcze nie wiedziałam, jak to zrobić.
Wiedziałam tylko jedno: muszę znaleźć sposób.

Ale wtedy los zdecydował za mnie.
Nadszedł dzień, który wszystko zmienił.

Dzień, w którym nie było już miejsca na plany, na odkładanie decyzji na później.
Dzień, w którym granice zostały przekroczone tak brutalnie, że nie dało się ich już odbudować.

To był moment, w którym po raz pierwszy zrozumiałam, że nie mam już nic do stracenia.


Odkryj więcej z Matka, Tarot i Wszechświat

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

2 myśli w temacie “„Zapłaciłam za przebudzenie – czyli o tym, co znaczy postawić granicę””

  1. Jestem pełna podziwu, podejrzewam, ze wiele kobiet zmaga się z takim dylematem. No bo tak było zawsze, było dobrze, czego właściwie się czepiać?
    To jest świetne przeslanie, historia, rebloguje. Dziękuje za ten wpis.

    Polubienie

    1. Dziękuję Ci bardzo za te słowa 💛
      Masz rację – wiele kobiet tkwi w czymś, co „przecież nie jest aż tak złe”, więc boją się coś zmienić.
      Ja też kiedyś tak myślałam… aż w końcu zapłaciłam cenę za to, że się postawiłam.
      Ale dziś wiem, że było warto. Bo czasem trzeba stracić wszystko, żeby odzyskać siebie.

      Polubione przez 1 osoba

Odpowiedz na Laura A. Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *