Alkohol – czyli otwarte drzwi, przez które wchodzą demony.


Tej nocy nie położyłam się spać. Siedziałam i czekałam, jakby każda minuta była małym kamyczkiem, który wrzucam do worka ulgi. Umówiona godzina wyjazdu — piąta rano — wydawała się tak daleko, a jednak wiedziałam, że musimy ruszyć właśnie wtedy. Chciałam zdążyć przed jego powrotem. Nie wiedziałam, o której go wypuszczą, ale czułam, że nie wcześniej niż o szóstej.

Nie miałam już w sobie siły, by jechać na komisariat i tłumaczyć się po raz setny. Chciałam odciąć się od tego dnia jak od złego snu, zamknąć drzwi, wyrzucić klucz i poczuć, że jestem bezpieczna.

Podróż trwała ponad dwie godziny, a ja przez większość czasu milczałam. Za oknem mijały pola, domy i obce miasta, a w mojej głowie przetaczały się obrazy z ostatnich miesięcy. I wtedy pojawiła się myśl, która kiełkowała we mnie od dawna — o tym, jak alkohol zmienia ludzi. A właściwie, jak wyciąga z nich coś, co wcale nie jest ich prawdziwą naturą…

Nie zastanawiałam się wcześniej nad konsekwencjami picia. Wydawało mi się, że to tylko dodatek do zabawy, a to pułapka opakowana w kolorowe etykiety i śmiech znajomych. Sama eksperymentowałam z nim w czasach młodości — a kto tego nie robił? Przecież w naszej polskiej kulturze to niemal rytuał. Bez alkoholu nie ma wesela, bez toastu nie ma świętowania, bez kieliszka nie ma „integracji”.

Reklamy? O, te wręcz nas upewniają, że to coś normalnego. Uśmiechnięci ludzie na bilbordach, scenki pełne przyjaźni i radości w telewizji. Skoro serwują to w najlepszym czasie antenowym, między wiadomościami a ulubionym serialem, to przecież nie może być złe… prawda?

Wchodzisz do osiedlowego sklepiku i zanim zdążysz powiedzieć „dzień dobry”, wita cię uśmiechnięta (lub lekko skwaszona) ekspedientka, a za jej plecami — cały arsenał butelek. Kolory, kształty, etykiety – można dostać oczopląsu. Wybór jest tak duży, że gdyby alkohol był lekarstwem, już dawno wyleczylibyśmy wszystkie choroby.

Ludzie tłumaczą: „Przecież to tylko wino – owoc, bo z winogron”. „Potrzebuję tylko dziś, muszę się zrelaksować”. „Przy piwku grill lepiej smakuje”.
Ale prawda jest taka, że alkohol jedynie na chwilę wypiera świadomość bólu. Daje stan lekkości – ale to nie jest radość, to odcięcie. To chwilowe opuszczenie siebie.
Bo czy na trzeźwo jesteś tak samo otwarty, zabawny… a czasem smutny, wulgarny czy agresywny?
Alkohol jest jak lustro z krzywym odbiciem – pokazuje Ci kogoś, kim nie jesteś. Jednym słowem: iluzja.

Kiedyś słuchałam podcastu znanego terapeuty i zapadło mi w pamięć jedno porównanie. Mówił o tym, jak alkohol komplikuje życie nie tylko temu, kto go pije, ale nam wszystkim. Na przykład – stoisz godzinami na SOR-ze, czekając z poważnym problemem zdrowotnym, a kolejka stoi w miejscu. Dlaczego? Bo połowa sali to ofiary alkoholu: ktoś po bójce w barze, ktoś po wypadku samochodowym po pijaku, ktoś z zatruciem czy krwotokiem po upadku ze schodów. To są miejsca, które mogłyby być dla ludzi naprawdę potrzebujących pilnej pomocy. A jednak alkohol wpycha się przed wszystkich, kradnąc czas, energię i uwagę. W tym sensie – on naprawdę otwiera drzwi dla demonów, które później zatruwają życie całej społeczności, a nie tylko jednego człowieka.

„On” też nie był sobą, kiedy pił.
Oczywiście – nawet na trzeźwo potrafił mieć podły charakter, ale alkohol zmieniał go w opętanego szaleńca.
Nie takiego go poznałam.
Z czasem zaczęłam dostrzegać czerwone flagi, które wtedy brałam za oznaki męskości – twardego stąpania po ziemi, stanowczości w podejmowaniu decyzji.
Dziś, gdy rozbijam to na czynniki pierwsze, widzę coś zupełnie innego: narcyzm, upór, despotyzm, chamstwo.

Ale wiecie, jak to jest, kiedy zamiast realnego rozpoznania sytuacji mamy przed oczami miłosne mroczki.
Takie, które skutecznie blokują ostrość widzenia.
Zamiast widzieć człowieka takim, jaki jest, widzisz obraz, który sama stworzyłaś – czasem z marzeń, czasem z desperacji, a czasem z tego, czego najbardziej ci brakuje.

Tamtego dnia czułam się… nawet nie wiem, jak to ubrać w słowa.
Bo chyba nie czułam nic – oprócz smutku, rozczarowania i strachu.
Strachu o to, co dalej. Jak to wszystko się ułoży.

Wiedziałam, że bez jego zgody nie przekroczę granicy, a paszport dziecka – zniknął.
Ponownie mnie uwięził.
Ponownie postawił na swoim.
Ponownie udowodnił swoją „wyższość”.

A ja, w tamtej chwili, byłam zbyt roztrzęsiona, żeby cokolwiek analizować.
Chciałam po prostu zasnąć, a potem obudzić się i odkryć, że to był tylko zły sen.

Gdy dotarliśmy na miejsce, od razu uderzył mnie widok.
Z jednej strony – góry, z drugiej – morze.
To miejsce było zupełnie inne od tego, z którego przyjechałam.
Tam – wielka metropolia, w której tylko centrum miało w sobie coś przyciągającego, a moja dzielnica… obskurna, szara i odpychająca.

Tutaj, choć zmęczona i zrozpaczona, poczułam promyk nadziei. Może tu będzie lepiej? Może tu wszystko się ułoży?

Domek mojej siostry stał w urokliwej dzielnicy. Przed domem, mąż mojej kuzynki kosił trawnik, a w środku ona prasowała ubrania.

Niby nic nadzwyczajnego, ale wtedy pomyślałam: Kurczę… to tak wygląda normalne życie. Normalna rodzina.
Zrobiło mi się ciepło na sercu… i jednocześnie cholernie smutno.
Bo MY nigdy nie potrafiliśmy stworzyć czegoś tak prostego.
Czegoś, co wcale nie wymaga wielkich pieniędzy czy ciężkiej pracy – tylko chęci.
Ale z alkoholikiem to niemożliwe, pomyślałam.

W oczach kuzynki zobaczyłam smutek i lekkie zaskoczenie. Nie rozumiałam, skąd to, dopóki w przedpokoju nie minęłam lustra. Zobaczyłam kobietę zmęczoną życiem: włosy w nieładzie, podkrążone oczy od niewyspania i płaczu, dres jak wyjęty prosto z wirowania. Nie miałam pojęcia, jak wyglądam, dopóki jej spojrzenie mi tego nie uświadomiło.

Mimo że byłam wśród swoich, czułam się obco. Jak wyrwana z innego świata. Nie dlatego, że dała mi odczuć, iż zwalam jej się na głowę – wręcz przeciwnie: przytuliła mnie mocno i powiedziała, że mogę zostać tak długo, jak potrzebuję. To ja czułam się niezręcznie, że burzę jej poukładane życie.

A ona po prostu włączyła tryb „dom”: czajnik na gaz, czysty ręcznik do ręki, miękka koszulka, kołdra wytrzepana jednym ruchem. „Najpierw prysznic, potem herbata. Resztą zajmiemy się rano” — powiedziała tak zwyczajnie, że aż zrobiło mi się bezpiecznie.

Tego wieczoru zrozumiałam, że dom to nie miejsce na mapie. Dom to ludzie, którzy robią dla ciebie miejsce. A rano… miał się zacząć plan. Powrót po siebie. Po swoje życie. Po dziecko…

Ostatnio trafiłam też na artykuł, który wstrząsnął mną do głębi. Pisało w nim, że alkohol otwiera bramy dla niebezpiecznej energii — złych bytów, które stopniowo „zjadają” naszą duszę. Z duchowego punktu widzenia to nie jest tylko kwestia zmiany nastroju czy utraty hamulców. W momencie, kiedy świadomość odłącza się od ciała, tracimy kontakt z duszą i w naszej przestrzeni pojawia się luka. A każda luka energetyczna to zaproszenie dla gości… Tylko że to nie są goście światła.

Człowiek, który regularnie pije, może nosić w sobie dziesiątki takich bytów. Z czasem zaczyna pić nie dlatego, że chce — ale dlatego, że coś w nim już tego żąda. Czujesz się lepiej po kieliszku? To nie ty się tak czujesz. To one chcą, żebyś myślał, że się rozluźniasz, że jest ci lekko. Tworzą iluzję euforii tylko po to, żebyś do niej wracał. Bo to właśnie wtedy mogą żerować na twojej energii.

Alkohol nie tylko niszczy ciało i psychikę — on kradnie nam wolność. Bo jak masz być wolny, skoro zamiast samemu kierować swoim życiem, pozwalasz, by twoim kierowcą stała się butelka? To nie relaks – to oddanie steru w obce ręce, które prowadzą cię w stronę, jakiej nie wybierasz świadomie.

Nie bez powodu alkohol jest tak łatwo dostępny, reklamowany i wpychany nam przy każdej okazji. Oczywiście – oficjalnie to „rozrywka” i „element kultury”, ale prawda jest taka, że otumanionym narodem łatwiej sterować. Ludzie zmęczeni, zagłuszeni procentami i zajęci własnym „odprężaniem się” nie zadają pytań. Nie szukają prawdy. Nie wychodzą na ulice. Są grzeczni, przewidywalni… i posłuszni.

Dziś patrzę na to inaczej. Znam już mechanizm, widzę, co się wtedy dzieje z ciałem, duszą i świadomością. I choć nie wyrzekłam się alkoholu całkowicie, to już wiem, kiedy to ja trzymam ster – a kiedy ktoś inny próbuje go przejąć…

Wiem, że w tym rozdziale dużo miejsca poświęciłam alkoholowi, ale dotknął mnie osobiście i zostawił swoje piętno. Dlatego chciałam o tym napisać – bo wiem, że nie jestem jedyną osobą, której życie przez niego stało się trudniejsze. Może ktoś z Was odnajdzie w tym kawałek swojej historii.


Odkryj więcej z Matka, Tarot i Wszechświat

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

3 myśli w temacie “Alkohol – czyli otwarte drzwi, przez które wchodzą demony.”

  1. Co tu dodać, jak przed 12.00 sprzedaje się w Polsce ponad milion małpek. Kuzynka wychodziła za mąż za chłopaka, który pił. – On po ślubie się zmieni – zapewniała. No i zmienił się! Po ślubie dopiero pokazał na co go stać. Na szczęście kuzynka dość szybko się ogarnęła

    Polubienie

  2. W moim rodzinnym domu alkohol był zawsze na pierwszym miejscu, potrzeby moje i mojej siostry nie były ważne, nigdy nie mogłam spełniać swoich marzeń bo nie miałam wsparcia ze strony rodziców… długo by pisać i opowiadać…a teraz takie czasy jak napisałaś , że tego gówna jest tyle na półkach, że nie wiadomo co wybrać…i tylu ludziom wciąż niszczy życie.

    Polubione przez 1 osoba

Odpowiedz na Kamil Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *