„A jeśli to nie ma sensu? Czyli jak prawie rzuciłam bloga w cholerę, ale wtedy zapukał Wszechświat – ‘Nie wygłupiaj się’”


Teraz wrzucę trochę prywaty…
Ale w sumie cały mój blog to prywata, więc nie będziemy się czarować. 😉

Tym razem jednak zboczę z trasy.
Nie będzie o kartach, nie będzie o Grażynce, nie będzie nawet o miłości (choć pewnie i tak gdzieś się tu przewinie).

Dziś chcę wam napisać o czymś, co przychodzi znienacka.
Jak deszcz w twarz, kiedy akurat masz świeżo pomalowane rzęsy.

O zwątpieniu.
Tym głosie w głowie, który nagle zaczyna pytać:
„Czy to w ogóle ma sens?”

Bo wiecie…
Siedzisz, piszesz, przeżywasz, otwierasz duszę na ekranie, a potem klikasz „opublikuj” i…
Cisza.

Nie wiadomo, czy ktoś to przeczytał.
Nie wiadomo, czy ktoś zrozumiał.
Nie wiadomo nawet, czy to nie był przypadkiem najgorszy pomysł, jaki wpadł ci do głowy od czasu fryzury na „krótkiego boba”.

Nie będę was jednak okłamywać — wgląd w statystyki mam.
I co nieco wiem…
Widzę, że Wszechświat czasem przyprowadza mi czytelników z różnych zakątków świata.
Z miejsc, o których nawet nie marzyłam, że tam trafi moje słowo.

I wiecie co?
To jest miłe. Tak po prostu.

Więc jeśli to Ty — dziękuję, że jesteś.
Cokolwiek Cię tu sprowadza.

Wasze wejścia, wasze polubienia i komentarze dają mi „kopa” do brania się za przysłowiowe pióro i tworzenia więcej.
Choć… w sumie to nie ja tworzę.
Ja jestem tylko wykonawcą. Przekazuję to, co zaoferowało mi życie. To, co przychodzi.

Pewnie mam prawo do małych poprawek w tym scenariuszu, który dostałam od losu —
bo to ja decyduję, czy pójdę tą drogą, czy inną.
Ale nie jestem reżyserem całego przedstawienia.
Jestem raczej aktorką z wolną wolą — z możliwością improwizacji.
I wiecie co? Czasem ta improwizacja okazuje się najprawdziwszym dialogiem mojego życia.

Mam jednak momenty, kiedy pytam sama siebie:
Czy to, co piszę, naprawdę jest interesujące? Ciekawe? Czy w ogóle kogokolwiek to obchodzi?

Czy ja to robię dla ludzi… czy tylko dla siebie, żeby wyrzucić z siebie te wszystkie ciężkie chwile?
Bo przecież nie wyjdę na ulicę i nie zacznę krzyczeć:
„Ej, ty! Wiesz, co mnie w życiu spotkało? Wysłuchasz mnie?!”

No nie zrobię tak.
Bo — bądźmy szczerzy — w psychiatryku raczej bym się nie odnalazła.
A po takiej akcji pewnie bym tam trafiła.

A tutaj…
Tutaj mogę sobie usiąść, poklikać.
Wyrzucić z siebie to, co mi zalega.
Nikt nie ocenia. Nikt nie patrzy z ukosa.
Mogę być sobą — nawet wtedy, gdy sama nie wiem, kim dokładnie jestem.

Zanim zaczęłam pisać tego bloga, myślałam, że jestem już oczyszczona.
Że tamten związek — ten, co nie był bajką — mam za sobą.
Minęło przecież wiele lat. Odrodziłam się.
Zbudowałam siebie na nowo.
I tak, to prawda — ale…

Dopiero teraz uświadomiłam sobie coś ważnego.

Chyba dopiero teraz naprawdę się z tego obmywam.
Nie w ciszy. Nie w zamknięciu.
Tylko tu, z wami. Na forum.
Prawdziwie. Szczerze.

Słowo po słowie. Rozdział po rozdziale.
Wyrzucam z siebie to, co zostało ukryte między żebrami.

I o tym wszystkim — jak to się działo, co po kolei się we mnie budziło —
opowiem wam w kolejnych rozdziałach.
Krok po kroku.

Ale był taki moment.
Moment, w którym pomyślałam:
„Kasuję to wszystko.”

To nie ma sensu.
Moje wypociny nikogo nie interesują.
Nie jestem przecież jedyna, która przeszła przez zawirowania w życiu.
A inni jakoś nie obwieszczają tego całemu światu, prawda?

Tylko wtedy…
Przyszła ona.
Moja intuicja.

Zakradła się po cichu, jak zawsze.
Bez fajerwerków, bez megafonu.

I powiedziała:
„Mam wiadomość od Wszechświata.”

Nie wygłupiaj się.

Krótko i na temat.
Jakby Wszechświat nie miał czasu na dramaty — tylko robił swoje.

I wtedy znów przyszły przemyślenia.
(Bo ja tak mam — dużo myślę, a potem głowa mi paruje.
Czasem serio nie nadążam za tym, co się w niej dzieje.
Brakuje mi czasu na moje własne myśli, pomysły, normalne życie i pracę.
One pędzą jak szalone, a ja nie nadążam ich nawet tu zapisywać!)

Wie ktoś może, gdzie klonują ludzi…?
Pytam dla siebie.

No i widzicie.
Znowu się rozpisałam, a miałam tylko wspomnieć o przemyśleniach.

Ale wiecie co?
Wśród tego całego chaosu dotarło do mnie coś ważnego:
Jeśli choć jedna osoba zainteresuje się moim blogiem,
jeśli choć jednej z was poprawię dzień, rozbawię albo dam trochę wsparcia —

to ta cała robota ma sens.

I kiedy tak sobie to uświadomiłam — że może to wszystko ma jednak sens, nawet jeśli tylko dla jednej osoby…
Przypomniałam sobie coś.

Coś, co już kiedyś napisałam.
W chwili, gdy czułam się podobnie jak dziś — zawieszona między „po co to wszystko” a „nie mogę przestać”.

To nie był wpis na bloga.
To był list do Wszechświata.
Taki z serca. Bez planu, bez przecinków, za to z całą mną.

I jeśli pozwolicie, dziś go tutaj zostawię.
Niech będzie małym światłem — dla mnie i może… też dla kogoś z was.

List do Wszechświata

Po prostu wiem. Czuję to, że tak właśnie miało być.
Dziś dziękuje Wszechświatowi za to, że właśnie teraz stworzył nową mnie.
Że dał mi ten dar pisania.

Bo jestem bardzo szczęśliwa — właśnie teraz, w tym momencie mojego życia.
Bo odkrywam siebie.
Swoje powołanie do pisania. Do tarota. Do pracy ze sobą.
I do odkrywania świata na nowo.

Cieszę się, że mam taką możliwość rozwoju, a nie stagnacji —
jak większość ludzi, którzy bez pomysłu na siebie, tracą dzień za dniem.

Mam nadzieję, że pisząc to do Ciebie, Wszechświecie — Ty to słyszysz.
Bo wysyłam to do Ciebie — w podziękowaniu, że mnie tym wszystkim obdarzyłeś.

To najpiękniejszy okres mojego życia.

☽ ✦ ☾

Wiem, że ON to usłyszał.
Bo Wszechświat odpowiada wtedy, gdy mówisz z poziomu serca.

I teraz już wiem — nie muszę mieć wszystkiego.
Bo jestem wszystkim, czym miałam się stać.

Dlatego wtedy, gdy moja ręka zawisła nad klawiszem „Skasuj”…
nie pozwolił mi tego zrobić.

Więc jeśli kiedykolwiek twoja ręka też zawiśnie nad przyciskiem „Skasuj”…
albo jeśli choć raz pomyślisz, że nie warto, że nikt nie słucha, że po co to wszystko
zatrzymaj się na chwilę.

I zapytaj samą siebie:
A może właśnie teraz jestem wszystkim, czym miałam się stać?
I może to nie czas się poddawać — tylko czas zacząć słuchać siebie na serio.

Bo Wszechświat słyszy.
I działa.
Czasem wolno. Ale zawsze.


Odkryj więcej z Matka, Tarot i Wszechświat

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

4 myśli w temacie “„A jeśli to nie ma sensu? Czyli jak prawie rzuciłam bloga w cholerę, ale wtedy zapukał Wszechświat – ‘Nie wygłupiaj się’””

  1. Dziękuję za wiadomość od Wszechświata. Bo właśnie dziś miała do mnie trafić. Nie rozważałam co prawda usunięcia bloga czy podcastu. Ale zastanawiałam się czy dalsze pisanie i nagrywanie ma sens. Dziękuję. Więcej znaków nie potrzebuje 😉🧡

    Polubienie

  2. No i w punkt ! Trafiłaś mnie tym tekstem w momencie, kiedy sam przeżywam kolejne chwile zwątpienia. Zastanawiam się kolejny raz, czy moje pisanie jest cokolwiek warte. Po co publikować, jeśli inni mogą to odebrać jedynie za samolubne próby wylania swoich żalów, pragnień czy nikogo nie obchodzących przemyśleń? Ale odkąd odkryłem, że pisanie budzi we mnie pasję, która łączy moje największe talenty, wartości i ideały, to nie mogę z niego zrezygnować. To byłby strzał we własną duszę, której nie potrafię zagłuszyć. Chcę zarabiać na pisaniu, bo męczę się w kolejnych pracach, i choć teraz na samozatrudnieniu, to wciąż wolałbym żeby pisanie było moim sposobem zarabiania. Nie mam pojęcia jak wykorzystać dar, bo myślę sobie, że wszyscy czytają głównie kryminały, romanse, fantasy czy poradniki. A moje eseje autobiograficzne, jak zacząłem nazywać własne teksty, nie sposób pewnie spieniężyć. Bo jaką wartość miałyby mieć dla kogoś poza mną? Domyślałem się, że jest nas więcej, wątpiących w sens pisania, ale nie znam nikogo osobiście. Kiedyś publikowałem na prywatnym profilu na fb ale max lajki, ale nikt nie komentował, nie miał nic do powiedzenia. To jak odkrywanie się przed światem, który nie chce słuchać. Ale wiesz co? Masz rację, nie to jest najważniejsze. Wartość autoteliczna, czyli wartość sama w sobie. Tym jest pisanie dla piszącego. Masz swój głos, ja też, to więcej niż wystarczająco, to wszystko co mamy. Nie zrozumie tego pewnie ktoś, kto się tym nie zajmuje, choć może odczuwa się to tak samo lub podobnie jeśli ktoś zajmuje się innymi rzeczami. Kontynuuj, bo nikt, ani nic pochodzącego z zewnętrznego świata nie ma w mocy dać ci spełnienia. Też powinienem to sobie wykuć czymś ciężkim na czole i codziennie rano patrzeć w lustro:) Pozdro:)

    Polubienie

    1. Dziękuję Ci z całego serca za te słowa. To niesamowite, jak bardzo rozumiem to, co napisałeś. Pisanie też jest dla mnie formą oddychania – czasem nie chodzi o to, żeby ktoś słuchał, tylko żeby wreszcie móc powiedzieć. Wiesz, myślę, że takich dusz jak my jest więcej – tylko często siedzimy w swoich kątach, przekonani, że nikogo to nie obchodzi. A jednak… takie komentarze jak Twój pokazują, że warto pisać. Dla siebie. I dla tych, którzy rozumieją między wierszami.

      Polubione przez 1 osoba

Odpowiedz na Reya Jeha Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *