
Po tych trzech dniach spędzonych z nim na obczyźnie, wróciłam do domu z decyzją: jadę. Nie na zawsze, tylko na dwa, może trzy lata. Tyle, żeby się trochę podnieść, stanąć na nogi, odetchnąć finansowo. W głowie miałam plan — konkretny, rozsądny, prosty. Tak przynajmniej myślałam.
Tak na marginesie: minęło już czternaście lat od tego, że jadę ja chwilę. 😉
Byłam już prawie spakowana i przekonana, że ruszam po nowe życie, że nic mnie już nie zatrzyma. Miałam w sobie determinację, której nie da się opisać — jakby cały Wszechświat powiedział mi: „idź!”. I wtedy… coś się wydarzyło.
Wtedy wpadła babcia — taka nie do końca żywa.
Nie pukała. Nie dzwoniła. Po prostu nagle zrobiło się inaczej.
Czytaj dalej „„Szykowałam się na wyjazd, ale wtedy wpadła babcia… taka nie do końca żywa.””