
Wiedziałam, że to już. Że za chwilę wyjeżdżam. Walizki dopięte, emocje w miarę pod kontrolą, bilet w kieszeni. I wtedy coś mnie tknęło.
Zadzwoń do Grażynki.
Nie było już czasu, żeby ją odwiedzić. Wszystko działo się w biegu — ostatnie, nerwowe sprawy, pytania typu „czy aby na pewno wszystko mam?”. Ale ten impuls był silniejszy. Musiałam zadzwonić. Choćby na chwilę. Usłyszeć jej głos. Zapytać o to jedno, najważniejsze: czy ta miłość ma sens?
Tym bardziej, że Grażynka niedawno wróciła do kart. Po przerwie. Po chorobie.
A moja przyjaciółka mówiła, że jest w świetnej formie.
Może dlatego poczułam, że to odpowiedni moment, żeby się z nią pożegnać.