
Tej nocy nie położyłam się spać. Siedziałam i czekałam, jakby każda minuta była małym kamyczkiem, który wrzucam do worka ulgi. Umówiona godzina wyjazdu — piąta rano — wydawała się tak daleko, a jednak wiedziałam, że musimy ruszyć właśnie wtedy. Chciałam zdążyć przed jego powrotem. Nie wiedziałam, o której go wypuszczą, ale czułam, że nie wcześniej niż o szóstej.
Nie miałam już w sobie siły, by jechać na komisariat i tłumaczyć się po raz setny. Chciałam odciąć się od tego dnia jak od złego snu, zamknąć drzwi, wyrzucić klucz i poczuć, że jestem bezpieczna.
Podróż trwała ponad dwie godziny, a ja przez większość czasu milczałam. Za oknem mijały pola, domy i obce miasta, a w mojej głowie przetaczały się obrazy z ostatnich miesięcy. I wtedy pojawiła się myśl, która kiełkowała we mnie od dawna — o tym, jak alkohol zmienia ludzi. A właściwie, jak wyciąga z nich coś, co wcale nie jest ich prawdziwą naturą…
Czytaj dalej „Alkohol – czyli otwarte drzwi, przez które wchodzą demony.”