„Związek, który ładował tylko jego. Czyli jak rozpoznać energetycznego pasożyta.”

Zanim jednak spakowałam walizkę i zanim cała historia zaczęła się kręcić w nowym kierunku…
muszę opowiedzieć Wam jeszcze o czymś.

O czymś, co zrozumiałam dopiero po czasie.
O czymś, co było w tle tej wielkiej miłości – jak cichy dźwięk, którego wtedy jeszcze nie słyszałam.
A dziś wiem, że to było wysysanie. Powolne, niezauważalne… ale skuteczne.
Krok po kroku, dzień po dniu – energia ze mnie znikała.

Po jego ponownym wylocie nie czułam się już tak, jak za pierwszym razem.
Nie było we mnie tej samej energii. Nie było radości życia.
Byłam wypompowana – jak woda z basenu po sezonie.
Wtedy tłumaczyłam to sobie po swojemu:
„To na pewno przez to, że był krótko… i że te kilka dni spędziliśmy bardzo intensywnie.”
No bo oczywiście – musieliśmy odwiedzić wszystkich jego znajomych,
żeby mógł z dumą obwieszczać, jakie to teraz ma cudowne życie.

Czytaj dalej „„Związek, który ładował tylko jego. Czyli jak rozpoznać energetycznego pasożyta.””