
Nowy rok nie przyniósł fajerwerków ani postanowień.
Przyniósł walkę o przetrwanie.
O dokumenty, o dach nad głową, o to, by w lodówce coś było.
Zaczęło się bieganie po urzędach, przepisywanie umów, wnioski o benefity, rozmowy z organizacjami pomagającymi kobietom w podobnej sytuacji jak moja.
Były paczki żywnościowe, chwilowe pożyczki i dług u siostry – bo zanim cokolwiek ruszyło, trzeba było jakoś żyć.
Ale ten rozdział chciałabym zadedykować komuś wyjątkowemu.
Nie poświęcałam mu do tej pory zbyt wiele miejsca na blogu – nie dlatego, że jest mniej ważny,
ale dlatego, że ta historia skupiała się głównie na mnie i mojej drodze.
Dziś jednak czuję, że jestem mu winna kilka słów.