
Czas mijał, życie toczyło się swoim rytmem, a ja wciąż byłam sama.
Nie z wyboru, nie z przekonania… po prostu.
Ale samotność zaczęła robić się zbyt głośna.
Wieczory dłużyły się jak telenowela bez zakończenia,
a moje serce – choć z pozoru pogodne – coraz częściej szeptało:
„Czy jeszcze ktoś się pojawi?”
Więc pewnego dnia spakowałam swoje pytania, cichą nadzieję i odrobinę zmęczenia.
I poszłam znowu do Grażynki.
Nie wiedziałam wtedy, że to będzie nasze ostatnie spotkanie.
Nie przeczuwałam, że to pożegnanie.
Gdybym wiedziała… ach, życie.
Zawsze myślisz, że masz czas.
Że zdążysz jeszcze wrócić. Zadzwonić. Zapytać.
A potem zostajesz z pamięcią ostatniego spojrzenia
i niedopowiedzianym „do zobaczenia”.