
Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że temat zamknięty. Przeżyte, przerobione, pozamiatane. Mosty spalone, zdjęcia usunięte, a wspomnienia… no cóż, one miały grzecznie zniknąć razem z tymi zdjęciami.
Tylko że życie to nie folder „Kosz” na pulpicie, a emocji nie da się tak po prostu „opróżnić”.
Im dalej brnę w tę historię, tym bardziej widzę, że niektóre rzeczy nie zostały zakończone, tylko zawieszone gdzieś między moim żołądkiem a gardłem. I wiecie, przez lata myślałam, że to stres. Albo kawa na czczo. A to był on – ten związek, który siedzi cicho, ale nie odpuszcza.
Nie przychodzi z krzykiem, nie wali w drzwi. On puka z cicha do mojej głowy, kiedy próbuję zasnąć. Albo siada obok, kiedy próbuję coś napisać.
A najgorsze? Że jak zaczynasz zbyt długo analizować swoją przeszłość, to zaczyna ci się wydawać, że byłaś głupia. Naiwna. Ślepa.
Ale ja już się nie obwiniam. Bo teraz wiem, że to nie ja byłam ślepa – tylko bardzo dobrze prowadzona.