
Znalazł nowy dom i był z siebie dumny jak paw. No, trzeba przyznać – warunki rzeczywiście lepsze. Ogródek co prawda taki na dwa kroki w prawo i jeden w tył, ale zawsze można było udawać, że jesteśmy bliżej natury. A jak ktoś miał wyobraźnię – to nawet grill z Tesco wyglądał tam jak perfekcyjne życie rodem z Instagrama.
Wchodzimy do pokoju – a tam… Marilyn Monroe. Na ścianie. I to nie jedna. Cała tapeta była w jej twarzy. Patrzyła na mnie z każdej strony, z różnych kątów, jakby czekała, aż się rozbiorę. Nie żeby mi przeszkadzała osobiście, ale po pięciu minutach czułam się jak na planie jakiegoś teledysku z lat 90., a nie w pokoju dziennym. Może poprzedni właściciel miał na jej punkcie fioła. Albo prowadził fanklub. Nie wiem, nie pytałam.
Czytaj dalej „„Boiler w szafie, Marilyn na ścianie – czyli jak wygląda luksus po taniości””