
W tamtym okresie nawet nie słyszałam o czymś takim jak syndrom ratownika.
Dopiero niedawno koleżanka uświadomiła mi, że coś takiego istnieje. ( Dzięki Karolina 🙂 )
I teraz już wiem, że właśnie ta przypadłość dopadła i mnie… wtedy, w tym najgorszym czasie.
Brzmi dumnie, prawda? Syndrom ratownika.
Ktoś, kto się w to nie zagłębia, może pomyśleć:
– To musi być osoba o wielkim sercu.
– Na nią zawsze można liczyć.
– Ona nigdy nie odmówi pomocy.
Może i tak.
Ale problem w tym, że taka osoba zapomina o sobie.
A ja byłam tego najlepszym przykładem.