
Kochani Czytelnicy,
robię małą przerwę. ✨
Na blogu przez chwilę będzie ciszej, ale tylko po to, by wrócić do Was z nową energią i kolejnymi rozdziałami.
Za moment pakuję walizkę i lecę złapać jeszcze trochę ciepła i beztroski.
Dlatego wybaczcie – nie będę miała czasu klikać w klawiaturę.
Chociaż… znając mnie, gdzieś pomiędzy pływaniem w basenie a szaleństwami na zjeżdżalni i tak coś skrobnę w notatniku. Bo inaczej nie umiem. Pisanie jest we mnie i paradoksalnie – też mnie relaksuje.
A skoro już mowa o pakowaniu – oprócz stroju kąpielowego, kapelusza i kremu z filtrem, w walizce oczywiście lądują też moje karty tarota. 😉
Dlaczego? Bo one też zasłużyły na wakacje! Niech się porządnie naładują słońcem – w końcu nie tylko my, ludzie, potrzebujemy energii, żeby świecić pełnym blaskiem. 🌞
Poza tym… nie będę ukrywać – karty są dla mnie jak dobra przyjaciółka. Czasem potrafią mnie rozśmieszyć, czasem brutalnie powiedzą prawdę prosto w oczy, a czasem pokazują mi moje własne odbicie jak w lustrze.
Więc jak tu ich nie zabrać?
Cieszę się ogromnie, że od kilku lat mam taką możliwość, aby zwiedzać inne kraje. Żeby w ogóle wyjechać na wakacje. Żeby mieć na to pieniądze i jechać na pełnym luzie – bez kontroli drugiej osoby.
Dziś, jeśli spakuję do walizki parę niepotrzebnych rzeczy albo kupię kompletnie zbędne pamiątki, to najwyżej będę mieć do siebie pretensje. Pokłócę się sama ze sobą i najwyżej obrażę się na własny portfel. Ale to moja decyzja, moje ciężko zarobione pieniądze i moje konsekwencje.
A kiedyś? Kiedyś nie miałam prawa decydować nawet o tym, co jem na śniadanie, nie mówiąc już o wydawaniu pieniędzy na „zachcianki”. Wtedy każda próba wyjazdu była marzeniem – blokowana przez brak pieniędzy albo przez kogoś, kto uzurpował sobie prawo do decydowania o moim życiu.
I może właśnie dlatego dziś cieszę się tym jeszcze mocniej. Bo wiem, jak smakuje wolność, kiedy wcześniej była tylko zakazanym owocem.
Teraz jadę z ludźmi, którzy tylko dodają piękna do mojego życia. Dają mi komfort psychiczny i zakwasy w brzuchu od śmiechu. A to, uwierzcie mi, najlepszy trening na wakacje – bo zamiast katować się na siłowni, wystarczy dobra ekipa i temat, z którego można się śmiać do łez.
Kiedyś otaczałam się osobami, które ciągnęły mnie w dół, zabierały mi spokój i siły. Dziś mam przy sobie ludzi, którzy potrafią sprawić, że nawet spalone tosty stają się pretekstem do wspólnego żartu. I to jest właśnie luksus – nie hotel z pięcioma gwiazdkami, ale towarzystwo, które świeci jak całe niebo.
Nie zamieniłabym tego okresu mojego życia, w którym teraz jestem, na żaden wcześniejszy.
To jak na razie najpiękniejsze chwile mojego życia i choć dobiegam pięćdziesiątki, to dopiero teraz naprawdę wiem, że żyję.
Więc nie bójcie się uciekających lat — czasem najpiękniejsze chwile czekają na was dopiero później, gdy najmniej się ich spodziewacie.
Może zabrzmi to paradoksalnie, ale czas potrafi być łaskawy: daje drugą szansę, lepszą perspektywę i ludzi, którzy potrafią rozświetlić każdy dzień.
Nie wiem, ile lat ma moja dusza — pewnie sporo, bo nie wierzę, że jestem tu po raz pierwszy — ale za to pod względem bycia na ziemi wciąż czuję się na 28 i w tym zdaniu nie zamierzam nic zmieniać.
Rok w rok mam tyle samo i tak już zostanie. 😉
Mam nadzieję, że będziecie na mnie czekać i nie porzucicie bloga.
Obiecuję — kiedy wrócę, opowiem Wam dalej, jak to było po tym, gdy powiedziałam dość.
Do zobaczenia po urlopie.
Trzymajcie się ciepło i dbajcie o siebie. ❤️
PS. Cały spis rozdziałów znajdziecie w menu, więc jeśli macie ochotę — możecie w międzyczasie nadrobić wcześniejsze wpisy.
A ja znikam na dwa tygodnie, żeby wrócić do Was z nową energią. 🌞✈️
Odkryj więcej z Matka, Tarot i Wszechświat
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.