Echo po Grażynce – czyli duchowy kac po seansie…


Nie wiem, jak opisać to, co czułam po spotkaniu z Grażynką. Z jednej strony byłam pod wrażeniem, z drugiej – kompletnie rozbita. To było jak emocjonalna terapia szokowa, tylko zamiast krzyku był szept, a zamiast psychologa – kobieta, która wyczytała mnie z kart szybciej, niż ja sama ogarniam własne myśli.

W to, co mówiła o przyszłości, mogłam wierzyć lub nie (choć nie ukrywam – jedna przepowiednia już się spełniła… rozwód). Ale to, co wiedziała o mojej przeszłości? Tego nie była w stanie wymyślić. Nie znałyśmy się wcześniej.

Nie krytykowała mnie, nie pouczała. Mówiła spokojnie, bez wyższości – raczej jak przewodnik, który zna już drogę, ale nie zmusza cię, byś nią poszła. Dawała wskazówki na przyszłość, subtelnie, jakby szeptała do mojej intuicji.

Dała mi też jasno do zrozumienia, że tarot to tylko narzędzie. Tak jak nóż – może służyć do krojenia chleba, ale też do wyrządzania krzywdy. Zależy, kto go trzyma w dłoni i po co. Karty nie są po to, by straszyć. One pokazują kierunek, a to, czy ruszysz w tę stronę, zależy już tylko od ciebie.

Los? Jest w naszych rękach. Tylko czasem trzeba się zatrzymać, rozłożyć karty i… spojrzeć w siebie.

Sesję zakończyła słowami, które do dziś we mnie rezonują:
– Tylko ty wybierasz, czy zostawisz wszystko takim, jakie jest… czy odważysz się to zmienić – zgodnie z pragnieniem swojej duszy.

Wracałyśmy do domu w milczeniu, każda pogrążona we własnych przemyśleniach. Po drodze zjadłam pół paczki ciastek – bo skoro mam iść w stronę światła, to przynajmniej najedzona.

To, co powiedziały mi karty, to jedno. Ale dużo bardziej kręciło mi się w głowie od jej słów o moich duchowych zdolnościach. Skąd do cholery ona wiedziała, że je mam? Jak to wyczuła, patrząc mi w oczy?

Ja? Wróżka? Serio? Przecież ja nawet nie potrafię przewidzieć, co zjem jutro na obiad, a co dopiero przepowiadać komuś przyszłość…

No dobra, może i coś tam czuję, czasem coś przeczuwam… Ale żeby od razu mówić o duchowej ścieżce? O intuicji? O darze?
Zawsze wydawało mi się, że mam po prostu bujną wyobraźnię, czasem lekkie déjà vu i wieczne problemy ze snem. Czy to już wystarczy, żeby wszechświat walił mnie po głowie komunikatem: „Halo! Obudź się! Twoja dusza czeka na instrukcje!”?

Przez resztę dnia chodziłam jakby na autopilocie – niby obecna, ale głową gdzieś daleko. Raz na jakiś czas przypominał mi się śmiech Grażynki, jej przenikliwe spojrzenie, słowa, które powiedziała. I ta dziwna mieszanina lęku i ekscytacji, która została mi pod skórą.

Nie zdradziłam jej, że jestem córką jej sanatoryjnej towarzyszki od zaklęć i szeptanek przy herbatce z melisy. Nie chciałam jej naprowadzać na moją osobę, nie chciałam, żeby miała jakikolwiek punkt zaczepienia. A jednak… wyczytała z kart, że jestem po rozwodzie.

Miałam przez sekundę ochotę rzucić z przekąsem: „Tak, po rozwodzie… bo tak mi to ułożyłaś w kartach, Grażynko.”
Ale ugryzłam się w język. Bo może faktycznie nie chodzi o to, że ktoś mi coś ułożył… tylko, że po prostu zobaczył to, czego ja nie chciałam widzieć. Albo co próbowałam zignorować.

Wyjazd za granicę też podobno jeszcze mnie czekał. No i… drugie dziecko. Ciekawe, z kim? Bo przecież od jakiegoś czasu znów byłam dumną singielką.
Ach, no tak – miał się jeszcze pojawić młodszy mężczyzna… To może z nim?

Ogólnie rzecz biorąc – nie byłam zachwycona tą roztaczaną przede mną wizją przyszłości.
Drugie dziecko? Dziękuję, postoję.
Wyjazd za granicę? Niespecjalnie mi się marzył.
A młodszy mężczyzna? Serio? Miałam dopiero 28 lat. To gdzie mam go szukać? W liceum?

Te wszystkie myśli sprawiły, że poczułam się zmęczona. Postanowiłam je uspokoić i oddać się w objęcia snu.
Wam też radzę – odpocznijcie trochę… ode mnie i od Grażynki, bo pewnie już zaczynamy was zamęczać tymi opowieściami.

Do usłyszenia niebawem. ✨


Odkryj więcej z Matka, Tarot i Wszechświat

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *